Bujna historia depilacji

autor: Agata Cygan-Kukla | 13.10.2014

Od zarania dziejów…

Choć trudno w to uwierzyć, pierwsze prymitywne maszynki do golenia powstały około 30 tys. lat p.n.e., a wykonane były z ostrych kamieni. Zarośnięci dość szczelnie ludzie pierwotni nie używali ich wprawdzie dość często, ale to dlatego, że gęste owłosienie było im wówczas potrzebne – zapewniało utrzymanie ciała w odpowiedniej temperaturze. Jako że równocześnie było siedliskiem bakterii i pasożytów, czasami trzeba było je przycinać.

Zwyczaj stał się bardziej popularny dopiero w starożytnym Egipcie, gdzie do golenia używano ostrych muszelek, oszlifowanych kamieni, a także wosku z żywicy, wody, cukru, cytryny, oliwy i miodu. Nad Nilem depilacja nie była jednak uznawana za zabieg pielęgnacyjny, ale raczej – magiczny! Wierzono bowiem, że we włosach czai się zło, którego można się pozbyć wyłącznie przez ich usunięcie. Oprócz nóg, rąk i klatki piersiowej, golono także głowy, a termin – depilacja w równym stopniu dotyczył kobiet, co i mężczyzn.

Nitkowanie, wypalanie…

Z czasem po te metody chętnie zaczęli sięgać także inni przedstawiciele świata antycznego. W starożytnej Grecji i Rzymie włosów pozbywano się głównie z rąk i nóg, choć – jak mówią niektóre źródła, wiele Rzymianek usuwało je także z okolic intymnych. Depilowały się nawet świątynne kapłanki, w których wypadku pozbawienie się włosów było dowodem czystości. Dość popularnym wówczas sposobem było wykorzystywanie pasty z żywicy i smoły.

Kultury Dalekiego Wschodu nie pozostawały gorsze – mieszkanki Indii także przeprowadzały zabiegi, pozwalające usunąć niepotrzebne owłosienie, przy czym często kompleksowej depilacji poddawano się dopiero na dzień przed ślubem (w celu okazania przyszłemu mężowi szacunku…)

Sposobem, stosowanym dość powszechnie w krajach arabskich, było z kolei usuwanie owłosienia za pomocą silnie skręconej, jedwabnej nici. Pozwalała ona kobietom pozbyć się m.in. włosków z twarzy (obecnie tzw. nitkowanie, do którego używa się nici bawełnianej).

Nie depiluj, zasłoń!

Średniowiecze nieco zahamowało rozwój depilacji – w tamtych czasach kobieta musiała ukrywać niemal całe swoje ciało pod ubraniem, więc jego depilowanie trochę mijało się z celem. Zresztą, epidemia dżumy, jaka zapanowała w XIV w., doprowadziła do zamknięcia łaźni, w których przeprowadzano zabiegi depilacji (by zahamować rozwój choroby). Prawdopodobnie to właśnie wtedy depilacja stała się tematem tabu.

Powrócono do niej na początku XVIII wieku, kiedy to moda na brak owłosienia stała się zjawiskiem powszechnym – zwłaszcza w wyższych warstwach społecznych. Jednak prawdziwy powrót depilacji nastąpił dopiero w roku 1915. To wtedy w amerykańskim piśmie Harper’s Bazaar pojawiła się reklama, przedstawiająca młodą, uśmiechniętą kobietę, która – podnosząc ręce, z dumą ukazywała wydepilowane pachy. Całości dopełniał znamienny slogan: Letnia sukienka i współczesny taniec wymuszają usuwanie zbędnego owłosienia. Od tego właśnie momentu magazyny typu fashion zaczęły promować trend na depilację. I to nie tylko pod pachami…

W 1943 roku amerykańska gwiazda, Betty Grable ubrana w jednoczęściowy stój kąpielowy i buty na wysokich obcasach, dumnie zaprezentowała swoje długie nogi pozbawione włosków. To właśnie ona uznana została za jedną z prowodyrek depilacji, której wtórowały uwodzicielskie Pin-up Girls oraz znana projektantka Coco Chanel.

Boom na gładkie ciało zapanował najpierw – co z pewnością nie dziwi – w Stanach Zjednoczonych, jednak po drugiej wojnie światowej dotarł i do Europy.

Powodem zainteresowania była moda na odważne stroje, odsłaniające z czasem coraz więcej ciała i odkrywające wcześniej zarośnięte zakątki. Okres rewolucji seksualnej trochę namieszał w tej kwestii (moda na naturalność we wszelkich aspektach), ale nie na długo. W latach 80. wybuchła prawdziwa bomba – stworzono pierwszy elektryczny depilator.

Bujne kontrowersje

Depilacja okolic intymnych

Dzisiaj depilacja to zjawisko, które dumnie wychodzi ze sfery tabu. Sposobów pozbywania się owłosienia, jak i wzorków, jakie można wskutek tego uzyskać, jest coraz więcej. Rozmawiamy o nich otwarcie, poddajemy się im bez skrępowania, a salony kosmetyczne kuszą zniżkami na zabiegi, które pozwolą pozbyć się włosków na dłużej.

Depilacja stała się tak powszechna, że trudno powiedzieć, czy zdjęcie przedstawiające niewydepilowaną gwiazdę to wpadka celebrytki czy raczej swoista prowokacja. Bo przykładów tego rodzaju „wpadek” można znaleźć sporo. Nawet w bieżącym roku amerykańska aktorka, Gaby Hoffmann, na ważnej imprezie firmowej Spirit Awards pojawiła się z owłosionymi – dość mocno, pachami. Co ciekawe, miała na sobie odkrytą bluzkę bez rękawów, która odważnie eksponowała wyraźnie zaniedbane miejsca (bo nie o odrostach tu mowa, ale raczej –zaroście).

Tabloidy prześcigają się w wytykaniu gwiazdom tego rodzaju wpadek. Na ich świeczniku znalazły się już, m.in. Lindsay Lohan, Rihanna (nogi), Amy Winehouse (ręce), Kelly Rowland, Julia Roberts, Halle Berry, Drew Barrymore, Britney Spears, Beyonce (pachy) czy Tyra Banks (wąsik). Także sesja Kate Moss w sesji dla magazynu Photo Magazine, z którego okładki spogląda na nas modelka w przezroczystych, ukazujących niewydepilowane miejsca intymne majtkach – choć z pewnością nie jest skutkiem żadnego przeoczenia – zaskakuje. Bardziej jesteśmy skłonni powiedzieć, że celebrytka zrobiła to w celu wzbudzenia kontrowersji, niż pokazania swojej naturalności.

Kres depilacji?

Mimo tego, sygnałów by wrócić „do źródeł” pojawia się coraz więcej. Początkiem br. irlandzka dziennikarka Emer O’Toole ogłosiła w „The Guardian”, że rok 2014 będzie rokiem – krzaka. Tym samym postanowiła oficjalnie zerwać z dekadą wosku, jak nazywa ostatnie 10 lat. Dziennikarka jest znana z tego, że lubi swoje ciało w naturalnej, czyt. zarośniętej postaci. Rozgłos zyskała dzięki występowi w programie „This Morning”, gdzie zaprezentowała swoje niedepilowane od 1,5 roku pachy.

W swojej walce z gładkością, O’Toole nie jest osamotniona. Innym, ciekawym przykładem jest Hiszpanka, Paloma Goñi, która opublikowała w sieci zdjęcie swoich zarośniętych nóg, przyznając jednocześnie, że ma dość bólu, jaki niesie ze sobą golenie mocnego, ciemnego zarostu.

Cameron Diaz namawia do zaprzestania depilacji. Tym razem nie pach czy nóg, ale właśnie – okolic intymnych.

Intersującym pomysłem, który odbił się dość sporym echem w branży, była akcja marki American Apparel, która w jednym ze swoich sklepów w Nowym Jorku ustawiła na wystawie manekiny w przezroczystej bieliźnie. Spod majtek, jak możemy się domyślić, dumnie przebijało ciemne owłosienie.

Wniosek jest prosty, choć zaskakujący – to co naturalne, budzi najwięcej kontrowersji!

@ śledź nas na instagramie
powrót do góry