Intymność nadużyta, czyli o granicach intymności

autor: Agata Cygan | 24.07.2013

Ukrywanie problemów – dowód egoizmu!

Udany związek opiera się w pierwszej kolejności na zaufaniu. Zaufaniu, które wymaga od partnerów szczerości i dzielenia się zarówno swoimi zaletami, jak i niedoskonałościami. Ukrywanie własnych słabości, budowanie przed partnerem obrazu kogoś, kim nie jesteśmy, jest nie tylko nieuczciwe, ale wręcz – mija się z celem. Zaufanie wymaga od partnerów dzielenia się ze sobą nie tylko radościami i sukcesami, ale też smutkami, niepowodzeniami i problemami.

Z powyższego wynikać może, że partnerzy powinni wszystko robić razem (a przynajmniej w swojej obecności), a jeśli przypadkiem coś ich rozdzieli – informować się nawzajem o wszystkich- nawet tych najbardziej intymnych – szczegółach ze swojego codziennego życia. To nie do końca prawda.

Nadmiar bliskości, jak sama nazwa podpowiada, nie jest wskazany (nadmierne znaczy niepotrzebne) i nawet w intymności wskazany jest umiar.

Kochanie, mam okres!

Jedną z dziedzin, których przynajmniej cząstkę dobrze jest zachować dla siebie, jest fizjologia. Warto zauważyć, że w początkowym etapie związku mocno jej pilnujemy. Odrzucenie randki w czasie miesiączki tłumaczymy wyjazdem, rezygnację z nagłego wypadu na basen (gdy nie starczyło czasu na depilację) – brakiem czepka, itp. O ile na starcie nasza dbałość o ukrywanie tego rodzaju szczegółów zakrawa wręcz o obsesję, warto, by docelowo nie zamieniła się w przesadną wylewność. O ile oczywiście konieczność zabiegów kosmetycznych, takich jak depilacja, farbowanie włosów, usuwanie brwi czy walka z cellulitem, możemy partnerowi uświadamiać (są dowodem na to, że dbamy o swoją atrakcyjność, podejmujemy starania, by mu się podobać), warto byśmy wdrażały je w życie samodzielnie.

Istnieją też takie, w przypadku których powinnyśmy po prostu założyć, iż partner ma ich świadomość – nie musimy go informować, że właśnie idziemy to zrobić (jak zmiana podpaski czy tamponu podczas okresu, usuwanie resztek jedzenia wykałaczką, załatwianie potrzeb fizjologicznych, pranie poplamionej bielizny itp.) Nie oznacza to bynajmniej, że rzeczy tych musimy się wstydzić! Jeśli jednak partner wie, że właśnie przechodzimy menstruację, fakt zmiany podpaski podczas wizyty w toalecie powinien być dla niego oczywisty!

Złote granice intymności

leafar.

Niestety, nie istnieje odpowiedź na pytanie, gdzie dokładnie przebiegają granice intymności i w jakim stopniu wpuścić partnera do swojego życia, by nie zaszkodziło to wzajemnej relacji. Nawet, jeśli bardzo go kochamy i ufamy mu bezgranicznie, autonomia w związku jest niezbędna dla korzyści obydwu stron.

Pewna doza tajemniczości i samodzielności podtrzymuje wzajemne zainteresowanie i napięcie, bez którego związek wiele traci. To, że jesteśmy odrębnymi jednostkami czyni naszą relację bogatszą. Jeżeli zawsze będziemy utrzymywać wokół siebie własną „przestrzeń”, która będzie partnera fascynowała, każde „wpuszczenie” do niej – będzie swego rodzaju nagrodą. Warto także zauważyć, że związek powinien polegać na ciągłym, stopniowym poznawaniu się. Odkrycie wszystkich kart na samym początku nie pozwala się już niczym zaskoczyć na późniejszym etapie. Jeżeli przykładowo, chodzenie nago po domu stanie się dla nas rutyną, czy też pozwolimy partnerowi myć zęby, podczas kiedy my bierzemy prysznic, wspólna kąpiel – w ramach rekompensaty za trudny dzień – straci nieco ze swego uroku…

Pamiętajmy – jedni potrzebują takiej „własnej przestrzeni” więcej, inni mniej. Dobrze, jeśli jednakowe potrzeby się spotykają. Jeśli istnieją między nimi spore rozbieżności, warto popracować nad granicami, które będą satysfakcjonujące dla obydwu stron.

 

fot. leafar.

@ śledź nas na instagramie
powrót do góry