Oświeceniowa kobieta – wiele miała na głowie…

autor: Agata Cygan | 22.07.2013

Powrót do natury

Wiek XVIII, zwany zwykle wiekiem rozumu, to w równym stopniu wiek klasycyzmu, a więc powrót do form prostych, inspiracja sztuką starożytną, a co za tym idzie – zwrot w stronę natury, wolności, swobody, a także – harmonii i proporcji. Można to zauważyć również w sposobie, w jaki portretowano ówczesne kobiety. Właśnie swoboda, lekkość, zwiewność, najlepiej opisują wizerunek oświeceniowej damy. Do łask wraca kobieta szczupła, wysoka, o smukłej, odpowiednio wyprofilowanej i zachowującej właściwe proporcje sylwetce. Największy nacisk kładziono na eksponowanie pełnego biustu, przestano jednak podkreślać talię.

Jednak nie uroda liczyła się najbardziej, ale wdzięk i czar, jaki roztaczała wokół siebie kobieta. Także okazałe stroje nie miały większego znaczenia. Klasyczna twarz, małe usta, prosty, zgrabny nosek, ciemne włosy ułożone w drobne loki – oto ideał kobiecego piękna tego okresu. Im bliżej wieku XIX, tym bardziej ubóstwiano dziewczyny młode, nieomal dziewczynki.

W XVIII wieku na ukształtowanie ideału kobiety mocno wpłynęła moda francuska, która lansowała niewiasty delikatne, kruche, o jasnej, mlecznej wręcz cerze, jasnych oczach i włosach.

W drugiej połowie owego wieku ideał zaczął się starzeć. Na piedestał wyszły kobiety starsze, dojrzalsze, cenić zaczęto przede wszystkim osobowość, a uroda – zeszła na plan jeszcze dalszy niż do tej pory.

Z naturą na bakier

Z czasem moda na dorosłość przekroczyła swoje naturalne granice – nawet młode kobiety, chcąc wyglądać bardziej dojrzale, stosowały różne, postarzające je triki. Makijaż stał się niezbędnym elementem stroju, a puder – bazą owego makijażu. Co ciekawe jednak, pudrowano nie tylko twarz. Kobiety oprószały sobie także dekolt, ramiona i dłonie. Puder to jednak nie wszystko. Gruba warstwa tuszu do rzęs, ołówek do brwi, pomadka do ust, do tego róż na policzki. Tak upudrowana i wymalowana kobieta traciła zupełnie, tak cenioną na początku epoki, naturalność i stawała się sztuczna niczym lalka. Jednak bez makijażu, przyzwyczajona już do kosmetyków cera, także nie prezentowała się najlepiej.

Wszelkie niedoskonałości kobiety tuszowały tzw. plasterkami piękności, zwanymi inaczej muszkami. Były one wykonane z jedwabiu, tafty oraz skóry. Końcem epoki panie zaczęły coraz bardziej interesować się perukami. Sztuczne fryzury uznawano bowiem za symbol bogactwa i dobrobytu. Jak można się spodziewać, także i ten aspekt kobiecego wizerunku zdecydowanie odbierał paniom naturalność. Czy dodawał powagi? Można zasugerować, że niekiedy działał wręcz odwrotnie. Monstrualne koki były czasami – po prostu śmieszne. Szczególnie, jeśli nazbyt udziwniano ich „zawartość”. Pod względem fantazji w tej kwestii królowały Francuzki i Angielki. Noszone przez nie na głowach konstrukcje wypychane były… czym się dało. Dla przykładu używano w tym celu końskiego włosia, sztucznych kwiatów, warzyw, owoców, piór czy drogich kamieni.

Czy oświeceniowe damy w ogóle nie kładły się spać? Owszem, ale często spały na siedząco, a fryzurę zabezpieczały specjalnym pokrowcem. Niekiedy taka konstrukcja zdejmowana była dopiero wtedy, kiedy… sama zaczęła się walić.

Ideał do bólu

Ideałem kobiety tego okresu jest markiza de Pompadour, faworyta i kochanka króla Francji Ludwika XV. Organizowała liczne bale, uczty, festyny, była protektorką artystów, pisarzy, uczonych i myślicieli, bywalczynią salonów paryskich, miała także spory wpływ na decyzje podejmowane na dworze królewskim. Jak mówią źródła historyczne, miłość oraz przywiązanie do króla trwały nieprzerwanie od pierwszego spotkania aż po kres jej życia. Niestety, nie była ulubienicą francuskiej opinii publicznej, stała się licznych bohaterką satyr i paszkwili. Osiągnięcie oświeceniowego ideału często odbywało się bowiem sporym kosztem.

W celu uzyskania efektu antycznej smukłości niektóre kobiety nosiły zwiewne, lekkie suknie także w okresie zimowym, co w prostej linii skutkowało częstymi przeziębieniami.

Także intensywny makijaż miał swoje przykre konsekwencje. Do pudrowania używano zwykle zmielonej mączki ryżowej lub zbożowej – perfumowano ją i barwiono. Jednak najpopularniejszym środkiem tego typu był tzw. puder ołowiany, a ten był bardzo niebezpieczny dla zdrowia. Powodował bóle i zawroty głowy, a także dolegliwości trawienne. Nazbyt częste jego stosowanie dawało o sobie znać szybkim „wypalaniem się” cery – kobiety skarżyły się na pryszcze i zaskórniki oraz zniszczoną i zwiędłą skórę. Jak można się domyślać, także upodobanie do misternych fryzur mocno odbijało się na zdrowiu. Włosy nie były przecież myte tygodniami! Warstwę brudu, która z konieczności układała się z czasem na zapomnianym przez wodę ciele uważano jednak za… dodatkową warstwę ochronną.

@ śledź nas na instagramie
powrót do góry