Piękno niejedno ma imię, czyli jak się zmieniały kobiece ideały

autor: Agata Cygan | 22.07.2013

Od pulchniutkiej Wenus po dzisiejszą modelkę

Szybki przegląd „ideałów” poprzednich epok pokazuje, że każda z nich nieco inaczej definiowała pojęcie piękna. Zmieniały się „idealne” proporcje, fryzury, stroje. Zmieniało się także postrzeganie roli i charakteru kobiety. Jedno spojrzenie na glinianą figurkę prehistorycznej Wenus wystarczy, aby stwierdzić, że proporcje idealnego ciała mogą się mieścić w niezwykle szerokim zakresie. W czasach naszych przodków ideałem kobiety była niewiasta zaokrąglona, pulchna, niekiedy wręcz otyła. Obfite i obwisłe piersi, szerokie biodra i wydatny brzuch. Ideał ten jednak szybko poszedł w odstawkę. Starożytni Egipcjanie preferowali bowiem kobiety o smukłej sylwetce, wąskiej talii i małych piersiach, a więc – dokładne przeciwieństwo ubóstwianej wcześniej bogini płodności. Dla starożytnych Greków i Rzymian najważniejsze były harmonia i proporcjonalność – ich kobiety musiały więc posiadać małe piersi, szerokie biodra i równie szerokie ramiona. Podczas jednak, gdy Grecy cenili sobie świeżość, młodość i naturalność, w Rzymie bardziej podziwiano kobiety dorosłe, raczej matki i żony, niż córki. Jeżeli wziąć pod uwagę jedynie ciało, ideał kobiety średniowiecznej mocno zbliża się do współczesnego. Ciało wychudzone, marne, blade – niektóre źródła uznają wieki średnie za pierwszą epokę, w której kobiety zaczęły chorować na anoreksję.

Patrząc jednak na sztukę renesansu, można uznać, że panie tego okresu częściej niż ich średniowieczne koleżanki zaspokajały swoje żywnościowe potrzeby. Zaokrąglone kształty, barczysta sylwetka i pełna twarz – idealna kobieta tamtych czasów to niewiasta o obfitych (choć nie przesadnie) kształtach, dużych piersiach i rozłożystych biodrach. Barok z jeszcze większą aprobatą wita puszyste panie. Duże brzuchy, krągłe pupy, grube ramiona, szerokie biodra i obfite uda – oto podstawowe wyznaczniki kobiety idealnej. Nie na długo jednak. Wiek XVIII, zwany także wiekiem klasycyzmu, to powrót do form prostych, inspiracja sztuką starożytną, a co za tym idzie – zwrot w stronę natury, wolności, harmonii i proporcji. Tak więc to swoboda, lekkość i zwiewność najlepiej opisują wizerunek oświeceniowej damy. Do łask wraca kobieta szczupła, wysoka, o smukłej, odpowiednio wyprofilowanej i zachowującej właściwe proporcje sylwetce. W epoce romantyzmu z kolei, szczupłe, wychudzone wręcz ciało było znakiem pozytywnych cech kobiety.

Dopiero wiek XX odstąpił nieco od wyznaczania sztywnych schematów kobiecej sylwetki. Wprawdzie ikony piękna różniły się z dekady na dekadę (wystarczy spojrzeć na pełną sylwetką Marylin Monroe i wychudzone ciało Kate Moss), jednak większy nacisk kładziono na określone stroje. Dzisiaj wiemy, że była to jedynie – cisza przed sztormem. A raczej szturmem – ciał wychudzonych, poprawionych i sztucznych.

Moda XXI wieku wariuje i nie trzyma się żadnych granic, jednak kobiece ciało – granic tych nie chce przekroczyć ani o milimetr.

Moda – przyjaciółka kobiety?

Wzmianek o modzie czasów prehistorycznych trudno się spodziewać. Rysunki naskalne wiele nie mówią na ten temat. Jako że kobieta często musiała przyjmować na siebie męskie zadania, także jej ubiór nie różnił się zanadto od męskiego. Inaczej jest w przypadku starożytnej Egipcjanki – kobieta w czasach faraonów miała się przede wszystkim „podobać”. Uznawane za wizytówkę mężczyzny, egipskie niewiasty nie szczędziły sobie mocnego makijażu i bogatej, ciężkiej, złotej biżuterii. Unikały słońca, pudrowały twarz, barwiły policzki. Greczynki, dla których najbardziej liczyła się naturalność, makijażu unikały, dbały jednak szczególnie o fryzury. Rzymianki – poza ozdobnym strojem i wyszukanym uczesaniem, chętnie podkreślały wygląd swojej twarzy. Wrażenie szczupłego ciała niewiasty średniowieczne uzyskiwały dzięki noszeniu specjalnie skrojonych ubrań – sukni przepasywanych wysoko pod biustem, które sięgały do samej ziemi. Bez względu na posturę, renesansowa kobieta zwykle miała na sobie elegancką suknię o ciekawym kroju. Preferowano te, o głębokich dekoltach i fantazyjnych rękawach. Swoją elegancję zaś damy podkreślały stylową biżuterią: koralami oraz misternymi naszyjnikami o wymyślnych motywach.

W baroku do łask powraca tak doceniany w starożytnym Egipcie makijaż. Kobiety mocno się pudrują, noszą wymyślne peruki, tworząc wokół okrągłej twarzy burzę drobnych loczków lub spinają je w fantazyjne koki. Zakładają długie suknie z mnóstwem falban i falbanek oraz z głębokimi dekoltami i gorsetami, które uciskając talię, eksponują obfity biust. W oświeceniu zapanowała moda na dorosłość – nawet młode kobiety, chcąc wyglądać bardziej dojrzale, stosowały różne, postarzające je triki. Puder, gruba warstwa tuszu do rzęs, ołówek do brwi, pomadka do ust, róż na policzki. Końcem epoki kobiety zaczęły coraz bardziej interesować się perukami, gdyż sztuczne fryzury uznawano za symbol bogactwa i dobrobytu. Wewnętrzne piękno kobiety romantyzmu miały podkreślać lekkie, zwiewne sukienki, cienkie, jedwabiste tkaniny oraz jasne, pastelowe barwy, które dodawały jej dziewczęcej delikatności i subtelności.

XX- wieczne przyspieszenie

adifansnet

Lata 20. XX wieku to swoista rewolucja w postrzeganiu kobiecego ideału. Panie skracają długość sukienek, ścinają włosy, zakładają płaskie buty. Płaski biust, prosta sylwetka, brak wcięcia w talii – minimum kobiecości, ale za to – maksimum seksapilu. Kolejna dekada ponownie udowadnia, że moda jest zmienna niczym kobieta. Porusza się ruchem falistym i to, co w poprzednich latach uchodziło za dowód niebywałego stylu, nagle staje się „out of fashion”. Lata 30. żegnają seksowną chłopczycę i namawiają panie do mocnego podkreślenia swojej kobiecości. Jednak już dekadę później panie próbują udowodnić, że minimalizm może równie silnie przyciągać męskie spojrzenia, co rzucająca się w oczy zmysłowość i seksapil. Ołówkowa spódnica, nylonowe rajstopy, proste garsonki. Do tego mocna czerwona szminka i czarna kreska. Styl, elegancja, szyk i kobiecość – do granic możliwości. Mimo swego rodzaju sztywności, styl ten uchodził za kobiecy i gustowny.

Lata 50. to już eskalacja kobiecości. Panie, zmęczone ograniczeniami, jakie niosła wojna, zaczynają w pełni cieszyć się walorami swojego wyglądu. W szóstej zaś dekadzie, tak jak i dzisiaj, królowała młodość. Zachowanie świeżości, dziewczęcości, wolność i swoboda – do głosu dochodziło przecież pierwsze pokolenie powojenne. Dlatego też moda i kobiece ideały utraciły swoją dotychczasową elitarność. Miały być dostępne dla mas, których to znacznym elementem była właśnie młodzież. Lata 70. to czas jeszcze większego nacisku na swobodę, wolność i niezależność. To także fascynacja poprzednimi dekadami. W modzie więc łączono, dobierano i mieszano. Wykluczono jakąkolwiek nudę i monotonię, zastąpiono ją zaś zaskakującymi krojami i kolorami. Dekada ósma to już eskalacja – przez niektórych uważana za bardzo niekorzystną – tego typu tendencji. Królowała wielobarwność, intensywność i połysk. Dlatego też lata 90. często wspomina się jako okres swego rodzaju „oddechu” po pełnej przepychu poprzedniej dekadzie, kiedy to modne było niemalże wszystko i w każdym możliwym zestawieniu. Z drugiej strony, okres ten bywa określany jako „szalone lata 90”, czas buntu, wariactwa, zabawy. Kobieta owych czasów sprawiała więc wrażenie zakręconej, zwariowanej, mającej poczucie humoru, a czasem – po prostu budzącej uśmiech.

Pierwsza dekada XXI wieku ceni w modzie przede wszystkim umiejętność korzystania ze zdobyczy wcześniejszych okresów. Niesamowity wybór wzorów, fasonów i stylów. Czym więc się wyróżnia nowy wiek? Jedną z charakterystycznych cech naszej epoki jest to, że tuż obok siebie współistnieją trendy skrajnie różne i teoretycznie – nie do połączenia. Paradoksalnie jednak, w tej epoce dowolności, wzór kobiety idealnej prezentuje się bardziej wyraźnie niż kiedykolwiek…

 

fot. adifansnet

@ śledź nas na instagramie
powrót do góry