Wynalazki, bez których trudno żyć cz. III

autor: Agata Cygan | 18.03.2014

Tampon

Tampon w postaci, jaką znamy dzisiaj, został opatentowany pod koniec lat 20. XX wieku przez Earle’a Clevelanda, doktora z Denver. To jednak tylko oficjalna data, bowiem jednorazowe tampony wchłaniające krew, były stosowane już w starożytnym Egipcie. Poza prowizorycznymi, robionymi z opatrunków, tampony były wytwarzane również ze zmiękczonych i odpowiednio zrolowanych liści papirusu.

Co ciekawe, podobne środki stosowano w celu zapobiegnięcia niechcianej ciąży. Nasączano je specjalnymi substancjami, które – według wierzeń – posiadały właściwości magiczne, a także – wykazywały działanie antykoncepcyjne, zmieniając odczyn PH pochwy. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj. Pierwsze tampony produkowane według wspominanego patentu wypuszczono na rynek w 1936 r. pod znakiem firmy Tampax. Były wykonane ze specjalnego, elastycznego materiału i wyposażone w aplikator, który – ściskając tampon – umożliwiał wsunięcie go do pochwy.

W latach 40 powstał nowy patent – tampon bez aplikatora, w postaci sprasowanej, który rozprężał się w pochwie pod wpływem ciepła oraz wilgoci. Jego produkcję na skalę masową rozpoczęto pod nazwą O.B. czyli Ohne Binde – bez podpaski. Nie ma wątpliwości, ze wynalezienie tamponu to kolejna kobieca rewolucja – dzisiaj w czasie menstruacji możemy pływać, uprawiać sporty, a nawet – zakładać jasne i obcisłe stroje. I nikt nie musi wiedzieć, że mamy „te dni”. No chyba, że nasz humor sam się zdradzi – szkoda, że na to wynalazku jeszcze nie opatentowano…

Suszarka do włosów

Mimo, że dzisiaj wiele z nas nie wyobraża sobie życia bez swojej ukochanej suszarki, jakiś czas temu kobiety mogły przyspieszyć suszenie mokrych włosów co najwyżej za sprawą słońca. I o ile dzisiaj, myśląc suszarka, mamy przed oczami urządzenie mieszczące się w dłoni, pierwsze modele znacznie przewyższały rozmiary samych użytkowniczek.

Pierwszą elektryczną suszarkę do włosów opracował w 1890 r. Francuz, Alexandre Godefoy. Wprawdzie jego wynalazek zakończył się na etapie projektu – suszarka była duża i niewygodna (składała się z głośno pracującego silnika, który za pomocą systemu rur wiał ciepłym powietrzem wprost na głowę klientki), ale wielu dała do myślenia. Pierwsza przenośna wersja powstała w latach 20. XX wieku. Także i ten projekt nie okazał się jednak strzałem w dziesiątkę, ponieważ urządzenie zabudowane było w aluminium lub chromowaną stal, a przez to – było ciężkie, nieporęczne, głośne, szybko się przegrzewało i paliło.

Następnym krokiem były suszarki gazowe, które znalazły zastosowanie w salonach fryzjerskich. Z uwagi jednak na wysoka temperaturę, jaką wytwarzały, włosy wprawdzie wychodziły z takich operacji suche, ale niekoniecznie bez szwanku. Dodatkowo, samo wdychanie oparów gazów było dla klientek niebezpieczne. Suszarki gazowe zastąpiły te, w kształcie kopuł nakładanych na głowę. I choć są używane w salonach do dziś – ich działanie i wygląd nieco się różnią od pierwowzorów.

Dopiero w latach 50. powstały podręczne wersje takich suszarek – zamiast wspomnianych kopuł miały maski podobne do czepków, montowane na wężu.

Obecne modele mają moc przekraczającą 2000 watów, nie grożą poparzeniem, wyposażone są w jonizację oraz inne pożyteczne technologie, dzięki czemu są nie tylko skuteczne, ale i bezpieczne. Czy jednak suszenie włosów na słońcu nie było bardziej przyjemne…?

Szpilki

Mimo, że dzisiaj wysokie obcasy uważane są za jeden z elementów, które dodają kobiecości, a raczej – kobiecość podkreślają (bo przecież wszystkie mamy ją w sobie), kobiety nie od zawsze dodawały sobie centymetrów. Być może trudno w to uwierzyć, ale obdarzona wysokim wzrostem kobieta uznawana była niegdyś za, mówiąc niezbyt elegancko – pokaraną przez los.

Dlaczego? To proste – będąc wysoką, miała bardzo ograniczony wybór, jeśli chodzi o przyszłego małżonka. Nietrudno więc zgadnąć, że w ówczesnych czasach wysokie obcasy nie robiły zbyt wielkiej furory. Co więcej, kojarzone były – wyłącznie z mężczyznami! Historia butów na obcasie sięga bowiem aż 1500 r., kiedy to do męskiego obuwia dorobiono charakterystyczne słupki, mające na celu utrzymanie stóp w strzemionach. Szybko poszerzyły one swój target, ale zanim stały się wyznacznikiem elegancji, wcale nie miały funkcji estetycznej.

Chopines – drewniane platformy ścięte w klepsydrę, miały bowiem ułatwiać kobietom chodzenie po błotnistych ulicach i uniknięcie pobrudzenia sukni. Co jednak warto podkreślić, poza swym użytecznym aspektem, zyskały także wartość dodatkową – były wyznacznikiem pozycji społecznej (im wyższe, tym lepiej). Z czasem, kiedy obcasy ewoluowały z „klocków” w tak dzisiaj kochane przez kobiety wąskie słupki, dla mężczyzn straciły zupełnie swoją atrakcyjność (zyskały ją dla nich podwójnie, ale na – stopach uroczych towarzyszek).

Jest więcej produktów, bez których życia po prostu sobie nie wyobrażacie? Zapraszamy do komentowania!

@ śledź nas na instagramie
powrót do góry